Wywiad z modelarzem – Michał Daranowski.

W ramach #akademiaminisail postanowiliśmy przybliżyć Wam sylwetki doświadczonych modelarzy. Na kilka pytań zgodził się odpowiedzieć  Michał Daranowski  więc zaczynajmy ?.

  1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z modelarstwem?

Zaczęło się to wszystko około 60 lat temu. Modelarnie dwie : Aeroklubowa i LOK-owska  mieściły się na sąsiedniej ulicy w jednym budynku. Zacząłem od latawców i Jaskółek, ale bardzo mnie ciągnęły modele pływające, zwłaszcza , że wówczas w Kielcach byli modelarze szkutniczy z krajowej czołówki . To był jeszcze czas  kiedy RC jeszcze nie było. Królowały klasy E czyli pływanie na celność i zachowaniem prędkości modelu zgodnym ze skalą w jakiej był zrobiony. Były specjalne przelicznikowe tabele.

Kieleccy modelarze opracowali wówczas bardzo nowoczesny na owe czasy kadłub do modeli żaglówek.  Kadłuby miały sklejkowe wręgi i wzdłużniki z sosnowych listew. Natomiast pokrycie całego kadłuba włącznie z pokładem było wykonane z płótna naprężanego cellonem i później impregnowana lakierem. To były bardzo dobre łódki, kopiowane potem w całej Polsce, o ile pamiętam to pomysłodawcą tej technologii był Instruktor S. Cybuch.

  1. Czemu wybrałeś modelarstwo szkutnicze?

Parę pierwszych lat budowałem modele latające. Zaczynałem od szkolnych Jaskółek, potem przyszła pora na A1/2 i A1, no i latawce. To zostało mi do dziś , wożę w samochodzie takiego średniej wielkości [ok. 2 m. akrobata]. Potem była era latania na uwięzi zwłaszcza w  wyścigach . Latałem  w parze z kolegą Kazikiem. On lepiej latał, a mnie lepiej szło „dogadanie” się z silnikami. Dotarliśmy nawet do kadry juniorskiej. Patem Kazik zrezygnował  i właściwie latanie na uwięzi zaczęło trochę odchodzić w kąt bo zaczęły się pojawiać pierwsze aparatury RC, Dostęp do RC był bardzo trudny. Na początku to były „samoróbki” z reguły dosyć  zawodne. Po erze modeli plastikowych [u mnie]   pojawiły się pierwsze w LOK  aparatury  „Pilot 1 i 2” i trochę później „RUM”.

Z racji tego, że całkiem dobrze sobie radziłem z silnikami modelarskimi i miałem dostęp do aparatury [na początku jedna na dwóch modelarzy] zacząłem swoje starty w modelach łódek  z balonikami. Kiedyś była taka kategoria. Modele miały igły na dziobie i trzeba było przebić pływające baloniki!

Potem przyszły starty w klasie F-1 i w FSR, udało się stanąć na pudle MP. Później trochę przerwy i powrót do modelarstwa ale już jako instruktor. Po 10 latach  modelarnię zlikwidowano, a ja wróciłem do startów ale już w klasie F4-B i czasami w F4-A, w F-7 no i w NSS.

Czemu wybrałem mimo lotniczej przygody modelarstwo pływające  szczerze mówiąc nie wiem. Modele pływające buduję i teraz trochę rzadziej, ale startuję w zawodach, a modele latające też buduję ale latam tylko rekreacyjnie.

  1. Jaki jest Twój ulubiony model i dlaczego?

Nie mam jednego ulubionego modelu. Z modeli pływających bardzo lubię modele z dużą ilością naturalnego drewna . Oczywiście  można też zbudować równie dobry model z tworzyw sztucznych lub metalu. Ale drewno to mój ulubiony materiał.

  1. Twoje ulubione zawody i klasa w jakiej lubisz się ścigać?

Każde zawody gdzie jest dobra atmosfera są ulubione, a klasy to NSS.

  1. Jakie wskazówki dałbyś osobie zaczynającej przygodę z modelarstwem?

Teraz modelarzy którzy sami budują swoje modele od podstaw jest niewielu, to takie trochę dinozaury. Aktualnie bardzo często jest tak: mam kasę, kupuję lub robią mi model, bo płacę i mam wygrać – to tak nie działa choć czasami się zdarza. To jest jedna grupa , druga to „łowcy medali”  działający w myśl zasady – nie ważne gdzie, nie ważna  ranga zawodów byle kolejny „numerek do szatni na tasiemce” zawisł na szyi. Nie ważne, że konkurent był  jeden albo dwóch, a model ma dwadzieścia lat, ważna blaszka i dyplomik.

Więc jeśli chcesz budować modele to je buduj, jeśli dodatkowo chcesz nimi brać udział w zawodach to tak zrób. Chcesz pójść „na skróty” i kupić „gotowca” też można, ale najlepiej to zapytać się siebie – czy mi to naprawdę jest potrzebne. Bo prawdziwe modelarstwo jest bardzo absorbujące czasowo i finansowo. Trzeba się dobrze zastanowić, aby nie było rozczarowania.

  1. Dlaczego MiniSail, jak widzisz przyszłość modelarstwa szkutniczego w Polsce?

MiniSail nie jest zinstytucjonalizowany i nikt nikogo do udziału w tym stowarzyszeniu nie zmuszał, to jest forma alternatywy.

Jeśli chodzi o przyszłość modelarstwa  szkutniczego w kraju to jestem spokojny – było, jest i będzie. Natomiast w jakiej formie będzie istniało i czy w ogóle będzie istniała jakaś   forma organizacyjna  poza MiniSail to  w aktualnej sytuacji trudno powiedzieć.

  1. Jaki model budujesz, lub planujesz zbudować w niedalekiej przyszłości?

Skończyłem protoplastę „Sunfisha” oczywiście całkowicie z drewna, a teraz budują bardzo ładną żaglówkę z francuskiej stoczni. Łódka stylizowana na „retro” z ożaglowaniem typu „Huari”, laminatowa  ze sporą ilością mahoniu.

  1. Co uważasz za swój największy modelarski sukces?

Kiedy moja praca podoba się kolegom modelarzom.

  1. W czym czujesz się mocny i podzielisz się z nami w ramach #akademiiminisail w przyszłości?

Nie czuję się mocny, ale jak  będzie trzeba to pomogę.

  1. Ważniejsza dla Ciebie jest rywalizacja na wodzie czy sama budowa modelu?

Rywalizacja jest bardzo fajna ale ja zdecydowanie wolę  budowę modeli.

Dziękujemy za poświęcony nam czas ?.

Pozdrawiamy, Załoga Minisail.