Bezpośrednie zasilanie wind żaglowych.

Ponieważ od pewnego czasu większość, a praktycznie 100 % modelarzy nie tylko startujących w zawodach ale również tych, którzy uprawiają modelarstwo wyłącznie rekreacyjnie używa aparatur pracujących na częstotliwości 2,4 GHz, czyli aparatur w miarę nowej lub najnowszej generacji. Nie wdając się w nowinki cyfrowo – elektroniczne tych urządzeń trzeba stwierdzić, że technologia wykonania płytek drukowanych i lutowania elementów z racji swojej dużej miniaturyzacji typu SMD „nie przepada” za obciążanie jej obwodów zbyt dużymi mocami prądu elektrycznego.

W przypadku modelarzy budujących modele żaglowe używane są do obsługi żagli specjalistyczne serwomechanizmy zwane windami żaglowymi. W praktyce stosowane są klasyczne windy bębnowe. Są to z reguły mocne serwa zaopatrzone w obrotową szpulę na którą nawija się i rozwija linka połączona z szotami żagli i w ten sposób – wybierając je lub luzując steruje za jej pomocą żaglami.

W zależności od modelu windy lub producenta możemy spotkać windy o kilku obrotach bębna , od około 2 obrotów w windach THUNDER TIGER , 3 w HITEC do około 6 u Graupnera i w windach australijskiego producenta RMG.

Drugim rodzajem wind są windy ramieniowe. To nie jest nic innego jak mocne serwo z jednostronnym orczykiem o mocno „przerośniętej” długości.

Momenty obrotowe zarówno wind ramieniowych i bębnowych są dosyć podobne. Najczęściej oscylują one w okolicach 9 – 13 kg/cm2 w zależności od producenta i wielkości napięcia zasilania najczęściej 4,8 – 6,0 V .

Wyjątek stanowi tu winda australijskiej firmy RMG model S100-MG gdzie można zastosować zasilanie 8,4 V przy którym bęben ma moment obrotowy aż 22 kg/cm2 !!!.

Możemy zachwycać się momentami obrotowymi, szybkościami pracy ramienia serw, czy szybkością zwijania linki na bębnie, ale cały czas trzeba mieć na uwadze wartość poboru prądu przez te windy podczas ich pracy pod pełnym obciążeniem, ponieważ przy klasycznym połączeniu [akumulator zasilający – odbiornik – winda] ten prąd przepływa przez obwody drukowane odbiornika.

Tu zaczynają pojawiać się pewne „schody”, typowe windy żaglowe przy napięciu 4,8 V pobierają chwilowy prąd w okolica 2 amperów, Natomiast przy napięciu 6 V możemy się spodziewać obciążeń w okolicach 3 A, nie mówiąc o wspomnianej australijskiej windzie która przy napięciu 8,4 V może pobierać prąd o wartości prawie 5 A !.

Czemu o tym piszę, a no chodzi mi o to, że przy wspomnianej wcześniej technologii SMD [lutowanie powierzchniowe] tak duże obciążenia prądowe mogą doprowadzić do nieodwracalnego uszkodzenia odbiornika.

Aby temu zapobiec wymyślono proste ale bardzo skuteczne rozwiązanie eliminujące ten problem, duży prąd nie będzie płyną przez odbiornik tylko będzie trafiał bezpośrednio do elektroniki i silnika windy .

Chodzi o niezależne zasilanie prądem wind z pominięciem odbiornika. Rozwiązanie jest jak wspomniałem bardzo proste, jedynym problemem jest fakt, że wyposażając windy w osobne zasilanie pozbawiamy zasilania odbiornik. Dlatego musimy dodać dodatkowe zasilanie odbiornika. Może ono być całkiem skromne gdyż windy mają już swoje niezależne źródła energii lub [co jest prostsze] dołożyć do odbiornika „BEC” i korzystać z zasilania przeznaczonego dla wind.

Jak technicznie podłączyć to bezpośrednie zasilanie wind wystarczająco wyjaśnia rysunek załączony do tego tekstu .

Tak dla informacji – stosuję to rozwiązanie od lat, a dokładnie od momentu kiedy „padł” mi odbiornik marki „SANWA” i to mimo tego, że był lutowany technologią „przewlekaną” typu THT . Co prawda wtedy bardzo mocno wiało i pływanie trwało dobre dwie godziny bez przerwy.

Nasz kolega Sławek Okrojek też zastosował z powodzeniem to rozwiązanie w modelu żaglówki „SHANTA”.

Michał Daranowski