Polskie jachty na oceanach vs. w modelarniach.

Czytając książkę „Polskie jachty na oceanach” zastanawiam się nad sensem naszych modelarskich wyborów. Przeglądając wyniki regat, na listach startowych znajdziemy jednostki, szwedzkie, norweskie i innych nacji (sam aktualnie buduję Skerry cruiser Mälar 30 SARINA), natomiast żaden z nas nie czerpie inspiracji z historii naszego rodzimego żeglarstwa. Nie czepiam się, że tak rzadko budujemy nowe jednostki, bo na to może składać się wiele czynników. Zastanawia mnie, że będąc sekcją NSS (czyli modeli redukcyjnych) i mając tak piękną historię naszej bandery nie budujemy polskich jachtów. Czy nie jest tak, że ważniejszy jest dla nas współczynnik i właściwości nautyczne modelu, którym pływamy przez lata kolekcjonując medale o wartości 5 zł, niż historia i piękno oraz zasługi jachtu, który chcemy odwzorować? Będąc kilka lat w środowisku, jedyny polski jacht jaki widziałem zbudował ś.p. Janusz z Oświęcimia. Chodzi oczywiście o legendarnego „Spaniela” (na zdjęciach). Należy też wspomnieć o modelach Jacka Biedy: Opty, Generał Zaruski, Rzeszowiak, to nasze rodzime jednostki, co z tego że nie wygrywają, ale czy tylko o wygrywanie chodzi? W ostatnim czasie koledzy z Bydgoszczy budują Generała Zaruskiego i chwała im za to. Obserwując środowisko plastikowych modelarzy redukcyjnych – budują modele, znają ich historię, dane techniczne i odwzorowują najdrobniejsze szczegóły. Wielu z nas powie, że to „sklejacze”, a to pasjonaci i ludzie o dużej wiedzy. Pytanie czy my nie zamieniamy się w kolesi z nadajnikiem w ręku, zamiast brać przykład z innych? Dla mnie modelarstwo to wiedza, historia i budowanie modeli, szkoda tylko, że coraz częściej zapominamy o takim podejściu. Może kiedyś się to zmieni i na regatach zobaczymy modele: Swarożyca, Spanielka, Mazurka, Eurosa, Otago, Copernicusa, Asteriasa i wielu innych polskich jednostek do czego Wszystkich zachęcam.