Wywiad z modelarzem – Andrzej Borko.

W ramach #akademiaminisail postanowiliśmy przybliżyć Wam sylwetki doświadczonych modelarzy. Na kilka pytań zgodził się odpowiedzieć Andrzej Borko, więc zaczynajmy 😊.

  1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z modelarstwem?

Ponad pół wieku temu, końcówka lat sześćdziesiątych. Wystartowałem w zawodach latawcowych. Mój malajski latawiec trochę odbiegał od reszty stawki, był wykonany z listewek bambusowych  i pokryty cienkim natronem. Potrafił latać nad głową i robić liścia, czyli balansować jak spadający liść. Później po kilkunastu latach trafiłem najpierw do modelarni prowadzonej przez śp. Henia Budnickiego (F1B), a po odbyciu służby wojskowej do Aeromodelkubu „FASTY” prowadzonej przez „kierownika” Andrzeja Fiłończuka (F1A). Tam nauczyłem się co to jest modelarstwo przez duże  M

  1. Czemu wybrałeś modelarstwo szkutnicze?

Modelarstwo szkutnicze jest pewnego rodzaju próbą powrotu tego wspaniałego zajęcia jakim jest modelarstwo samo w sobie.  Paskudnie połamana noga, półtora roku na zwolnieniu lekarskim, coś trzeba było robić. Trochę już z racji wieku i zaliczonych przejść zdrowotnych nie dam rady już z powodzeniem startować i walczyć w F1A.  Dostępność miejsc do treningu też jest mocno ograniczona.  Do pływania potrzebna jest woda i tu są znacznie mniejsze ograniczenia niż w powietrzu.  Żeglarstwo to jedna z moich podstawowych pasji, żeglowanie modelem jest uzupełnieniem „dużego” pływania. Do najbliższego stawu mam tylko 2 km.

  1. Jaki jest Twój ulubiony model i dlaczego?

Z modeli pływających chyba największą sympatią darzę  mój pierwszy model żaglówki RC: MINI 650. 01. Na przełomie wieków zrobiłem  projekt dużego jachtu klasy MINI 650 seryjny.  Po głębokim zastanowieniu się i zrobieniu kosztorysu zrezygnowałem z budowy. MINI powinno pływać po morzu, to najczęściej jednoosobowa łódka projektowana z myślą o regatach przez Atlantyk. Po kilkunastu latach na bazie linii dużej jednostki powstał model 1:10. Na nim zacząłem się uczyć modelarstwa szkutniczego i odkrywać różnice pomiędzy dużym, a małym jachtem.  Z latających to ostatni szybowiec  F1A. Dobre właściwości lotne sprawiały, że jeżeli tylko wiatr nie był dosyć silny,  na zawodach  ze skrzynki  wyciągałem „Super Pug’a „ Miał ponad 2400 mm rozpiętości, to dużo jak na model F1A.

  1. Twoje ulubione zawody i klasa w jakiej lubisz się ścigać?

Na razie, samo żeglowanie sprawia mi dużą frajdę. Jeszcze nie jestem gotowy do ścigania się. Regaty to już trochę inna zabawa. Cały czas uczę się małych żaglówek.  Testuję rozwiązania, materiały.  Z racji ograniczeń transportowych zdecydowałem się na RG-65.  To jedne z najmniejszych regatowych  modeli, ale dające pełną swobodę w projektowaniu i wykonaniu. Oczywiście jak każda klasa, RG-65 czy jej polski odpowiednik NSS-650 ma swoje ograniczenia, ale same przepisy są bardzo liberalne. Może NSS ma je trochę niedopracowane, ale co tam.

  1. Jakie wskazówki dałbyś osobie zaczynającej przygodę z modelarstwem?

PRACA, PRÓBY, NAUKA. Zdecydowanie najszybciej do sukcesu dochodzimy ucząc się na własnych błędach. A własne błędy powstają kiedy sami budujemy model. Dobrze jest mieć w pobliżu kogoś kto trochę podpowie. Nie zrażać się chwilowymi niepowodzeniami. Sukcesy wcześniej czy później się pojawią.

  1. Dlaczego MiniSail, jak widzisz przyszłość modelarstwa szkutniczego w Polsce?

MINISAIL to trochę  przypadek. Formy zorganizowane, stowarzyszenia itd. to jakoś mnie nie przekonują, ale entuzjazm Łukasza i duża swoboda przekonały mnie. Raczej jestem pesymistą, młodzi modelarze bardzo często zamiast nauczyć się prawidłowo trzymać pilnik i nim posługiwać sięgają po gotowe produkty. One niewiele uczą. Podczas wielu pływań nigdy nie spotkałem się z pytaniem jak to jest zrobione, tylko gdzie to można kupić. Dlatego jestem pesymistą, tego świata nie da się uratować.

  1. Jaki model budujesz, lub planujesz zbudować w niedalekiej przyszłości?

Sporo tego. Gringo-2 (RG-65) jest na etapie skręcania wszystkiego do kupy. „El Draco” też jest już na etapie wykończenia – jest prezentowany  w MiniSail. W wolnych chwilach powstało parę kopyt do nowych RG-65. Niedługo będą formy. Tu nadal eksperymentuję z kształtem i technologią. Powstał projekt i na razie kadłub troszeczkę większego jachtu zbliżonego kształtem do jachtów klasy QT i to moje pierwsza konstrukcja z klasycznym prowadzeniem szotów foka. System który wymyśliłem jest bardzo obiecujący.  Jak będzie działać, zobaczymy po testach. To rozwiązanie zresztą może wpłynąć na losy EL Draco. Niestety żeby je zrealizować w tym modelu musiałbym od nowa robić pokład i górę.

Na zdjęciach zbudowane i budowane modele.

  1. Co uważasz za swój największy modelarski sukces?

Ponieważ do tej pory nie startowałem jeszcze w regatach modeli żaglowych o sukcesach mogę powiedzieć tylko w kontekście startów w F1A. Sporo „garnków” przywiozłem z zawodów. Stałem na pudle Mistrzostw Polski, Pucharu Polski, reprezentowałem Polskę na ostatnich jakie się odbyły Mistrzostwach Państw socjalistycznych, startowałem na ostatnim Pucharze Świata jaki się odbył w DDR itd. Reprezentując Aeromodelkub FASTY na imprezach krajowych i międzynarodowych też z reguły plasowałem się w ścisłej czołówce. Jeszcze jeden sukces cenię sobie bardzo wysoko. Przez rok pracowałem jako kierownik sekcji modelarskiej Aeroklubu Białostockiego zastępując ciężko chorego śp. Mietka Czaplę i prowadząc zajęcia z młodzieżą w Ośrodku Aeroklubu Białostockiego. Moi podopieczni na zawodach „Młodzi modelarze na start” pokonali mój macierzysty klub czyli FASTY.

  1. W czym czujesz się mocny i podzielisz się z nami w ramach #akademiiminisail w przyszłości?

To ciężko określić. Żeglarstwo w miarę poznawania na początku jawi się jako dziedzina bardzo hermetyczna, pełna tajemniczych zwrotów, określeń. Po pewnym czasie wydaje się bardzo proste, ale w miarę poznawania tajników zaczynamy zdawać sobie sprawę jak mało wiemy. Jako uczestnik kursu na żeglarza prowadziłem zajęcia dla sterników jachtowych.

Na pewno mógłbym przybliżyć samo projektowanie jachtów, teorie dotyczące i tego co nad wodą i pod wodą. Dosyć dobrze mam opanowane technologie stolarsko – szkutnicze i dobrą znajomość kompozytów. Dobrze czuję się w przepisach regatowych, w końcu jestem żeglarzem.

  1. Ważniejsza dla Ciebie jest rywalizacja na wodzie czy sama budowa modelu?

Decydując się na budowę jachtów regatowych, decyduję się na startowanie w regatach. Regaty są  ukoronowaniem prac nad projektem, budową modelu i treningami.  Regaty pozwalają określić jak została wykonana nasza praca włożona w przygotowania. Dają możliwość realnego porównania własnych umiejętności i jako projektanta i jako szkutnika i jako żeglarza. Na razie się do nich przygotowuję.

 

Dziękujemy za poświęcony nam czas 😊.

Załoga Minisail.